Coraz więcej osób zgłasza się do prawników z wątpliwościami dotyczącymi coraz wyższych kosztów kredytu hipotecznego. I słusznie! Okazuje się bowiem, że mogą być one naliczane nie do końca zgodnie z prawem, z pokrzywdzeniem konsumentów. Mecenas Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz Sosnowski tłumaczy, kiedy dochodzi do takich sytuacji i jak należy na nie reagować.

Kredytobiorców interesują stopy procentowe i wskaźnik WIBOR, bo on wyznacza wysokość raty kapitałowo-odsetkowej w zdecydowanej większości umów kredytowych. A raty te w ostatnim czasie bardzo dynamicznie rosną. Wydawać się może, że kredytobiorcy muszą się na nie godzić i działać zgodnie ze stwierdzeniem „kliencie płacz i płać”. Czy aby na pewno?

– Po pierwsze istotna jest tu kwestia właściwego poinformowania konsumentów przez banki – mówi mecenas Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz Sosnowski. – Po drugie pojawiają się wątpliwości dotyczące tego w jaki sposób ustalany jest wskaźnik WIBOR. Warto sprawdzić czy ten wskaźnik nie narusza tak zwanych dobrych obyczajów, bo jeśli by tak było to każda umowa, w której taki wskaźnik decyduje o wysokości raty, nie powinna wywierać skutków prawnych w stosunku do konsumenta zawierającego taką umowę. Mówią o tym przepisy kodeksu cywilnego. Jeżeli więc takie zarzuty się potwierdzą otworzy to drogę do tego, żeby tak zwani wiborowcy wzorem frankowiczów, wnosili do  sądów ustalenie nieważności swoich umów kredytowych.

Kiedy zatem właściciel kredytu hipotecznego, któremu rośnie rata kredytowa, ma prawo do wątpliwości co do tego czy jego umowa może być uznana za nieważną?

– Myślę, że już. Przede wszystkim istnieją wątpliwości co do konstrukcji wskaźnika WIBOR – mówi mecenas Jarosiewicz. – To jest dla mnie newralgiczny i najbardziej podstawowy punkt zaczepienia w tego rodzaju sprawach, ponieważ klienci, którzy zaciągali kredyty złotówkowe ze zmienną ratą standardowo byli informowani, że ich rata będzie w sobie zawierała dwa elementy – po pierwsze będzie to marża banku, a po drugie WIBOR, który w dużym uproszczeniu jest odpowiednikiem tego, jakie koszty ponosi bank, żeby zdobyć gotówkę potrzebną do wypłacenia jej z tytułu kredytu swojemu klientowi. I z zasady powinno być tak, że wynagrodzeniem banku ma być tylko marża, natomiast wszystko co jest poza nią, a zawiera się w racie kredytu, powinno być jakimś obiektywnym kosztem, a nie wpływać na bogacenie się banku. Natomiast w sytuacji kiedy wskaźnik WIBOR zależy od tego na jakim oprocentowaniu dochodzi do obrotu pieniężnego pomiędzy bankami, które tych kredytów udzielają, a sytuacji kiedy ilość tych transakcji między bankami jest również bardzo wątpliwa, pojawiają się wątpliwości co do tego, czy przypadkiem taka rata odsetkowo-kredytowa nie zawiera w sobie ukrytego wynagrodzenia banku poza marżą. Mówiąc najprościej chodzi o to, czy wskaźnik WIBOR nie jest tak kształtowany przez banki, żeby na tym dodatkowo zarobić.

Argumentem, który wspiera tą tezę jest analiza oprocentowania lokat bankowych. Jest ono zasadniczo dużo niższe niż oprocentowanie rat kredytowych. Na tej podstawie można budować argumentację , że wskaźnik WIBOR jest zawyżony w stosunku do rzeczywistych kosztów uzyskania kapitału przez bank.

– Konsumenci generalnie nie rozumieją czym WIBOR jest, kto go ustala i na jakich zasadach – mówi Marek Jarosiewicz. – Te pytania pojawiają się więc coraz częściej. Pozwy złotówkowiczów ze zmiennymi ratami to wciąż jeszcze świeży temat pojawiający się głównie w mediach, ale za jakiś czas może pojawić się lawina w tej kwestii, tak samo jak to było w przypadku frankowiczów.

Jeżeli mamy kredyt hipoteczny i nasza rata niepokojąco dynamicznie rośnie warto się nad tą sprawą pochylić i poprosić prawnika o przeanalizowanie naszej umowy kredytowej.

– Trzeba sprawdzić przede wszystkim, jak konsumenci byli informowani przy zaciąganiu kredytu przez bank – tłumaczy mecenas Marek Jarosiewicz. – Jeśli mieli pełną wiedzę, co do możliwości wzrostu rat kredytu, tego czym jest WIBOR i na jakiej zasadzie jest obliczany i z tą wiedzą świadomie kredyt zaciągnęli to trudniej w tym przypadku takiemu klientowi będzie z bankiem walczyć. Ale gdyby okazało się, że tych informacji przy zawieraniu kredytu by brakowało, jest to podstawa do tego, aby sądzić, że bank nie postępuje z nami uczciwie i mamy wówczas podstawy aby dochodzić swoich praw w sądzie.